Czym tak naprawdę jest turn-the-page? Wiele razy zadawałam sama sobie to pytanie i - niestety - nigdy nie znalazłam na nie odpowiedzi. Po dość długim czasie spędzonym z wieloma notatkami na temat bohaterów i wydarzeń, które chciałam opisać, doszłam do wniosku, że Przewróć stronę! to nic innego jak historia pewnego Śmierciożercy, który - tak naprawdę - to człowiek o niespotykanie słabej psychice.
To takie nudne opisywać życie kolejnego sługi Czarnego Pana, a ja przecież nigdy nie chciałam być nudna. Tak naprawdę stworzenie głównego bohatera miało na celu li i jedynie nadanie opowiadaniu jakiegoś konkretnemu celu, ułożeniu drogi, której mogłabym się trzymać, pisząc. Przecież tak trudno jest przedstawić czasy za panowania Lorda Voldemorta, podczas gdy nie ma się jakiejś wytyczonej ścieżki, którą powinno się zmierzać. Przewróć stronę! zdecydowanie biegnie ku końcowi. Od samego początku miało wyznaczony epilog, a także ogólny zarys, jak ma całość wyglądać. Wydaje mi się, że jest to konieczne w każdego rodzaju twórczości - wiedzieć, że wszystko kiedyś się skończy i potrafić przyjąć to ze spokojem, a nie płacząc za swoimi postaciami. To pewien rodzaj treningu, czy nawet sprawdzenia siebie, tego, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, by zerwać z tym, w co włożyliśmy tyle energii i samozaparcia. A to właśnie staram się robić - stworzyć historię, którą chcę przedstawić, jak najdoskonalszą, pozbawioną wszelkich wad.
To nie tylko życie Daniela i jego problemy, to nawet nie opowieść o jego oddaniu i temu, jak wiele ludzie są w stanie poświęcić, gdy zaczyna dominować nad nimi strach - turn-the-page to coś więcej, niż setki pomieszanych ze sobą wątków, które nie składają się w jedną, spójną całość. Uwielbiam zaskakiwać i być zaskakiwaną, szczegóły są wszystkim, podczas gdy wszystko jest jednym wielkim szczegółem - tak chyba najdokładniej opisze się treść całego opowiadania. Ślad na oknie, przymknięte drzwi bądź zielona bluzka - moją pasją jest nadawanie rzeczom pozornie nieważnym drugiego znaczenia, by kilkadziesiąt stron później mogły odegrać ważną rolę w życiu któregoś z bohaterów.
Nie lubię ograniczeń - dlatego też nie cofam się przed niczym. Uważam, że takie sceny, jak przedstawienie tortur, są w tym opowiadaniu, ze względu na fabułę, konieczne. Nie widzę w tym nic gorszącego - podobnie jak w scenach erotycznych - jeżeli jednak kogoś to rusza, uważam, że zamieszczone ogłoszenie po coś jest, a ludzie, którzy nie mają ochoty czytać tego fanfiction - nie muszą. Oceniających zwykłam pytać o ich upodobania, także też sądzę, że nie powinno to być problemem.
Problem. Problematyka całej tej opowieści jest chyba tak naprawdę nieokreślona. Co jest tu głównym motywem? Życie Daniela, działania Czarnego Pana, syzyfowa praca Ministerstwa czy setki pojedynczych wątków? A może na główny motyw składają się te wszystkie części? Odpowiedź na to pytanie pozostawię czytelnikowi - nie mnie wszakże jest oceniać swoje opowiadanie, czyż nie?